Agriculture - klasą w swojej klasie

 

Ziemia obiecana(przed szkole)
W roku 45 załadowali nas na lory(odkryte wagony) i powieźli z Chlebowic k/Lwowa do ziemi obiecanej, którą okazało się 7 ha kl IV i V w Radyni. Ja się urodziłem, bo nie miałem innego wyjścia i z konieczności, w zamku Stare Sioło rok wcześniej. Po prostu grasowały bandy rezunów i trzeba było uciekać, gdzie była większość polska i nasza samoobrona.

Tam się mówiło po polsku i ukraińsku, tu tak samo; przy czym, gdy w kłótni trzeba było mówić szybko i dosadnie, to przechodzono na język wschodni.

Bałakał i ja pu ukrainski, ały teper wże zabuł. Zabuł wuł, jak tyletim buł.

W Radyni (i okolicy) wiosną 45 roku toczyły się ciężkie walki pancerne. To co zapamiętałem z wczesnej dobrej pamięci, to spalone domy, szkoła i takiż obok czołg, wrak samolotu, dookoła okopy, umocnienia, mnóstwo broni, zasieki z drutu kolczastego, naboje, granaty, miny, zapalniki, pancerfausty, przestrzelone hełmy dwiema błyskawicami(czasem z czaszką i włosami w środku). Było w czym przebierać.

W pobliżu były 2 spalone i zrujnowane wsie, które nazywaliśmy Pierwsza Kolonia i Druga Kolonia, na której ugorach wypasaliśmy krowy.

W niedostępnym lesie znalazłem kiedyś kompletny szkielet w pełnym oporządzeniu wojskowym. Obok wsi na polach były 2 groby niemieckie, które potem zaorano. Jakiś czas ślad po nich był jako kępa bujniejszej pszenicy.

W sadzie u Szpaka było cmentarzysko poległych krasnoarmiejców, potem wykopali ich i powieźli na właściwy cmentarz w Koźlu. Pamiętam fetor z transportujących ciężarówek.

Przy rozminowywaniu pól zginęło 4-ch żołnierzy, dwóch podrostków doznało poważnych ran przy zabawach pirotechnicznych. Na polu kiedyś brat wyorał minę, odłożył na miedzę i dalej orał. W gruntowe drogi były wtłoczone często pociski moździerzowe, wozy na nich podskakiwały, ale jakieś felerne, bo nie wybuchały.

Kachaniak wyorał i wybronował całkiem sporą ilość granatów i amunicji. Ułożył z nich mały kopczyk.

Przebieraliśmy w nich jak w ulęgałkach.

Zabawa w wojnę w naszym wykonaniu i przy takim arsenale była bardzo realistyczna.

Potem, na studiach(w ramach szkolenia wojskowego), jeszcze się bawiliśmy się w wojsko. Ale to już nie było to, bo amunicja była ślepa.

Tak to buło. Bih me.

Mokre(pierwsza szkoła)
Do pierwszej szkoły( bo miałem ich ich 3 + 1 życia)zaprowadziła mnie mama przez górkę, las i debrę. Od drugiego dnia chodziliśmy przez następne 7 lat z Miśkiem i to już w butach. Rok rozpoczynał się od marszu pod dom kierowniczki szkoły i gdzie było radio i słuchało się przemówienia ministra Tułodzieckigo. Rozumieliśmy je jak świnie grzmoty. Zabawy noworoczne były z Dziadkiem Mrozem,
Teraz jest Mikołaj, który jest hojniejszy.
Jak przestało bić serce wielkiego wodza(Stalina), to była masówka, chwila milczenia, a wychowawczyni rzewnie płakała. Na koniec roku śpiewaliśmy „Upływa szybko życie...", a kierowniczka tradycyjnie roniła łzy wzruszenia.
Klasy były łączone, w klasie ciepły piec kaflowy, jeden z nauczycieli ciągle wymieniał słowo „frekwencja", ale to też były dla nas świniogrzmoty.
Obok szkoły były ruiny, kiedyś na przerwie starsi koledzy baraszkowali na pięterku, spadli ze stropem na parter i nikomu nic nie było, nikomu do głowy nie przyszło zgłaszać do prokuratury. A przecież to była katastrofa budowlana i by to można było pokazać w telewizji.
Był jeszcze płacz po Bierucie, ale więcej znaczących postaci chyba nie marło.
Straszno i smieszno jednym słowem.

Lekcja wychowania patriotycznego
W mojej szkole podstawowej, na lekcji wychowania narodowo-patriotycznego, w czasach już współczesnych sprowadzono sędziwego kombatanta, który snuje dramatyczną opowieść partyzancką:
-Kochane dzieci, jest wojna, jest rok czterdziesty trzeci
Siedzimy w okopie, chłop przy chłopie
Jemy chleb, aż tu nagle-JEB!...
-To niewinne dzieci, o Boże!. Jak Pan tak może? - przerywa mu katechetka
- Przepraszam... no i zapomniałem, muszę zacząć od nowa:
Kochane dzieci, jest wojna, jest rok czterdziesty trzeci,
Siedzimy w okopie, chłop przy chłopie
Jemy chleb, ale zabrakło soli. A jak tu coś nie przypie.doli...
- O Chryste Panie, niech Pan już przestanie- załamuje ręce opiekunka.
- Przepraszam. A.. o czym to ja? Aha:
Kochane dzieci, jest wojna, jest rok czterdziesty trzeci
Siedzimy w okopie, chłop przy chłopie
Jemy chleb, ale zabrakło soli..No i zapomniałem
- A jak tu coś nie przypie.doli -chórem podpowiadają dzieci.
- Aha. A taki ch.j! Poszliśmy w bój.

Rekrutacja
Do mojej 7 klasy(8 osób z niżu demograficznego) w Mokrem przyjechał profesor Fischer z miasta i opowiadał jak było przed wojną w dobrach księcia Sanguszki:

  • a to, że jak jechali linijką, to wiatr świszczał w uszach, spadały cylindry z głów panom, a suknie pań się niebezpiecznie wznosiły, koniom leciała piana z pysków, z podków iskry,
  • a to, że automobil cabrio księcia tak potrafił pędzić , aż dech zapierało
  • a to, że jak leciał aeroplan i jak się zadzierało głowę w celu gapienia, to szyja bolała z racji prędkości lotu
  • a to, że w gospodarstwie najlepsza maszyna to Kaśka i Maryna, że dziewczyny kiedyś były porządniejsze i tańsze, że były mlekiem i miodem płynące
  • a to, że Księżna Pani miała ogromną kolekcję nocników:blaszane, cynowe, porcelanowe, gliniane, kamionkowe, ceramiczne, drewniane,szklane,kryształowe; każdy typ w niezliczonych kolorach i kształtach. Ale się na schodach zesrała jak zobaczyła Ruskich
  • a to, że jak we żniwa nastała długotrwała słota w dobrach ziemskich księcia i nie pomogły powszechne modły , to księżna w końcu wyniosła wszystkie ikony z kaplicy zamkowej w łan hreczki i powiedziała ; „Moknijci rybeńki, nu moknijci rybeńki moji".
  • a to, że książę lubił pobaraszkować z dziewkami w gumnie, za sąsiekiem(szczegółów tu nie ujawnię)

Po jego odjeździe pytaliśmy nauczycielkę o co tu chodziło w tych opowieściach. Odpowiedziała, że werbował nas ten profesor do Technikum Rolniczego w Głubczycach.
I zwerbował mnie i Wojtka, co daje skuteczność 25%.
W Technikum nie mieliśmy z nim zajęć, ale jakaś okazja się nadarzyła, by to powtórzył, a myśmy to zapamiętali.
Repetitio est mater studiorum.

Prehistoria
Na początku było słowo.
O powołaniu Zasadniczej Szkoły Metalowej w Głubczycach.
Niewątpliwie przekształciła ona tę część Polski z drewnianej w metalowo-przemysłową. Tam szlify zawodowe( przy szlifierkach, imadłach, pilnikach) zdobywali mój brat i siostra, by odnosić sukcesy zawodowe. O osobistych w takich szkołach można było tylko pomarzyć pod kołdrą.
Później, w 1954 roku, w tym samym budynku utworzono znane nam dobrze Technikum Rolnicze, by kolejno zmieniać tę część kraju w rolniczą.
======================================
Egzamin wstępny(druga szkoła)
Na egzaminie wstępnym(były takie) do Państwowego Technikum Rolniczego w Głubczycach stawili się Janka, Marian i ja. Pamiętam, że na dyktandzie u prof. Makowskiej źle napisałem słowo „Francu ka", bo przez „s", a to chodziło o obywatelkę Francji, a nie o miłość, ani chorobę.
Niż demograficzny objawiał się tym, że 1 września w klasie nas było 5 osób, w październiku zaimportowano z Polski wschodniej 25, a skończyło maturą 22(w tym 17 dobrze).

Tarcza

W pierwszym dniu szkoły wyfasowałem tarczę z nadrukiem na czerwonym polu

PTR
102

którą dumnie nosiłem na ramieniu w swojej wsi. Byłem chłopak na 102.

Ale w mieście to już był obciach, koledzy starsi za punkt honoru mieli chodzenie bez tarcz.

Najtęższe umysły głowiły się nad sposobem błyskawicznego mocowania tarczy, szybszego niż wzrok dyra. A on też był pomysłowy, bo sprawdzał coraz nowszymi metodami czy jest przyszyta.

Dobra metoda mocowania tarczy była na zatrzaski , szpilkę, agrafkę, klej roślinny, słowo honoru.

Wychodząc ze szkoły najpierw odpinało się tarczę, potem rozglądało się czy nie czai się dyru.

Sprawdzanie było najeżone niespodziankami i niezbyt bezpieczne dla obu stron.

Potrzeba jest matką wynalazków i wtedy właśnie wynaleźliśmy, w naszej klasie, do tych celów rzep, który 10 lat później opatentowali Amerykanie.

Nasz rzep był lepszy, bo ekologiczny i nazywaliśmy go Arctium lappa

 

Przy kości.
Profesor Matusz ma pierwszą w życiu lekcję, na swoje nieszczęście, w naszej klasie.
Na początku sprawdza obecność i uważnie się przygląda wywoływanym. Gdy doszło do Gieni, ja półgłosem mówię: „Przy kości". On się zapłonił i zapytał: „Kto to powiedział?"
Ze wstydem przyznaję, że nie przyznawałem aż się do dziś.
A ta wiadomość tylko dla Was, byście wiedzieli jak się przy takich okazjach zachować.

Formoza

Formoza to dawna nazwa wyspy Tajwan. Formoza w Głubczycach to żartobliwa nazwa knajpy w parku, do której szło się długim mostem jak na wyspę. Nazwy oficjalnej nie pamiętam, zapewne to była jakaś speluna.

Wtedy, w szczycie zimnej wojny, ciągle dochodziło do incydentów granicznych z Chińską Republiką Ludową. Co kilka dni był komunikat. Ostatni, jaki pamiętam brzmiał:"Rząd ChRL wystosował czterysta pięćdziesiąte ósme poważne ostrzeżenie dla władz Formozy za naruszenie wód terytorialnych".
Jedyny komunikat dyr Ogrodzkiego to mniej więcej tak: „Zabrania się uczniom przekraczania granic Formozy, a nawet zbliżania się"

Nigdy tam nie byłem, ale ten zakazany owoc intryguje mnie do dziś .

Tam na drugi dzień po maturze wszedł Tadek i pyta barmana czy go widział wczoraj."Był Pan, młody człowieku, setnie się Pan bawił, szampan, dziewczyny, wszystkim Pan stawiał dryny, pięć stów Pan stracił".

Tadziu na to:"Chwała Bogu, chwała Bogu, bo już myślałem, że tą forsę zgubiłem"

Kwestia niemiecka
Niemca w wieku młodzieńczym nie widziałem. Niemiec to był straszny hitlerowiec, esesman, faszysta. Niemiec był wtedy gorszy od Ruskiego i Żyda teraz. Kto by pomyślał, że sympatyczny kolega Bernard z Baborowa to Niemiec. I to jeszcze syn esesmana poległego pod Stalingradem.
Mnie to nie wadziło, ale ze strony kadry profesorskiej spotykał go ostracyzm.
Szczególnie na lekcjach j. polskiego i rosyjskiego. Gdyby był j. Niemiecki, to zapewne by błyszczał erudycją.
Oprócz niemieckiego znał też trochę śląske godonie. Nawet nauczyłem się od niego i potrafiłem przetłumaczyć zdanie:"Wyje pociąg w lesie". Wiem też, że pociąg to „bana".
Matka jego starała się o zgodę na wyjazd stały do NRF-u(Niemiecka Republika Federalna, później RFN-Richtig Fajne Niemcy), ale proponowali im NRD.
Starania te zajęły im jeszcze 2 lata, po czym wyjechali i słuch po nich zaginął na jakiś czas.
Benio zawsze lubił szybkie kobiety i piękne samochody. Nic dziwnego, że przyjechał kiedyś nowym,niemieckim BMW cabrio i postawił go na rynku Baborowa. A tu podchodzi ohma(babcia), której nie było dane wyjechać i mówi do Benka: „Synku, tu mosz cu fil druk luftu w reifenach(za duże ciśnienie powietrza w oponach)".Ten uwzględnił uwagę i upuścił powietrza. Babcia zaciągnęła się nim, rozanieliła i powiedziała: „Ale tam mocie fajny luft, upuść kapka jeszcze z drugiego"
Stopniowanie dobry, lepszy, niemiecki jest też do luftu?.

Savoir-vivre
My, z nizin społecznych, spragnieni byliśmy, jak ozimina śniegu, wiedzy o salonowej kulturze, bo mieliśmy stanowić elitę wsi i miasteczek, np.:
-nakrywania, podawania do stołu i cichego jedzenia z użyciem noża, otwierania butelki
-wyglądu, prezencji (postawy, higieny), właściwego ubioru( z przodu stój, z tyłu z łopatą stój),
-form towarzyskich (w w polu i ogrodzie, w rodzinie, na przyjęciach),
-komunikacji (także telefonicznej, listowej i głosowej),
-zachowania się w poszczególnych sytuacjach(byle jak, ale się zachowuj)
Przy tym mieliśmy świadomość, że smoking dobrze leży dopiero w trzecim pokoleniu.
W programie szkolnym tego nie było, ale na szczęście był prof. Lipiński, który, na nasze natarczywe życzenia, ociosywał nas na lekcjach zoologii, zamiast mówić o różnicach pokroju glisty(Ascaris ) ludzkiej, psiej, kociej, końskiej, krowiej i ludzkiej przed pokrojeniem.
My wyszliśmy ze wsi, ale wieś wychodziła z nas z mozołem(podobnie jak słoma z butów).. Co prawda byliśmy już na etapie widelca i noża, ale ogłady nigdy za dużo. W ramach ćwiczeń rozwiązywaliśmy praktyczne zadania typu:
Kto się kłania pierwszy i komu, jeśli mijają się- z jednej strony profesor z żoną i psem, a z drugiej-uczeń z dojarką naszego gospodarstwa i jej dziadkiem.
Albo czy wypada w parku obok szkoły manipulować dziewczynie przy biuście?
Dowiedziałem się też, że nie uchodzi do dziewczyny, w liście, pisać słowa „d.pa" i to jeszcze przez „o" z kreską.

Lista Szyndlera

Kto by nie chciał znaleźć się na liście prof. Szyndlera? Bo to była lista członków tanecznego zespołu folklorystycznego naszej Szkoły. I nie był to zespół typu „KGW tańczy, śpiewa, recytuje, daje d.py i gotuje".
Akurat odniósł sukces na ogólnopolskim przeglądzie „Śpiewem i tańcem utrwalamy kulturę i władzę ludową"

Zgłosiłem się więc na przesłuchania do Profesora.

Ocena słuchu muzycznego u niego była trzystopniowa:

- 3 SSM- gdy kandydat potrafił zaśpiewać i zatańczyć

- 2 SSM- gdy kandydat nie rozróżniał wysokości tonów

- 1 SSM- gdy kandydat nie odróżniał mowy od śpiewu

- zerowy SSM- gdy kandydat nie odróżniał muzyki od tańca

Ten, po sprawdzeniu moich umiejętności tanecznych, powiedział: "Ty to raczej do chóru". Ocenę Profesora wziąłem do sobie do serca, wstąpiłem potem do Chóru Uniwersytetu Wrocławskiego i nawet mam epizod występów z Chórem w Concertgebouw Amsterdam(1967 r). Prof Miodek to poświadczy, bo też tam był wtedy.

Czasem pytam artystów w Opolu, gdzie mieszkam:
- W Concertgebouw Amsterdam występowaszy, ha?

- Co ty, to znana sala koncertowa. No nie.

- A ja i owszem.

Potwór

Jesteśmy na praktyce w gospodarstwie szkolnym z profesorem Piątkowskim, w sadzie.

W pewnym momencie biegnie profesor, za nim traktorzysta, a za nimi skokami gruby wąż. Ale wąż gdzieś zboczył, a zasapany i wystraszony profesor komentuje, trzymając się za serce:"To jakiś potwór, jak się takie coś mogło tu zalęgnąć"

Ten makabryczny żart polegał na tym, żę chowało się szlauch z wystającym drucikiem w krzaku, mówiło się nieświadomemu, że gdzieś tu jest wąż. Potem organizator, pociągając za sobą wąża, biegł w stronę naiwnego. Dalszy ciąg już znacie.

My, uczniowie, to znaliśmy, Wy teraz też.

Zjazd
Rok'14, uroczystości 60-cio lecia Szkoły i kolejny zjazd absolwentów.
A jak było drzewiej?
19 marca 1959 o godz 10:00 pomaszerowaliśmy karnie czwórkami do domu kultury „Dziewarz" by obejrzeć pierwszy raz telewizor, a na nim III Zjazd PZPR obradujący pracowicie już od 10 marca 1959.
Telewizor był malutki, obficie śnieżył(choć dzień był słoneczny), ale przynajmniej dźwięk był.
Wcześniej cały naród czytał tezy na Zjazd, a na lekcji gramatyki koniugowaliśmy czasownik „czytałem tezy" nie jako nieprzeszły( bo należało to robić stale), ale jako stracony.
Pamiętam to jakby to było wczoraj. Jeszcze dziś można mnie obudzić nad ranem, a ja wyrecytuję wybrany wtedy skład biura politycznego partii, wybranego pośród elity intelektualnej ludowej ojczyzny(potrafili pisać i czytać ze zrozumieniem) i kolor telewizora:
„Władysław Gomułka , Aleksander Zawadzki , Roman Zambrowski , Józef, Cyrankiewicz , Edward Ochab , Adam Rapacki, Stefan Jędrychowski ,Jerzy Morawski , Edward Gierek , Marian Spychalski , Zenon Kliszko, a
telewizor był czarno-biały, obraz też.
Tego się nie zapomina.

Czystki kadrowe
Po rozwiązaniu UB(Urząd Bezpieczeństwa) wielu jego funkcjonariuszy wylądowało w szkołach, bo uczyć może  każdy(uczył Marcin Marcina..). U nas był np. był prof.? I. (ksywa „Ivan"), uczył geografii. Władza ludowa zrobiła go z oracza utrwalaczem władzy ludowej, a potem profesorem, po ukończeniu akademii pierwszomajowej.
Jeśli ktoś umiał mniej od niego, mówił:"Ot, durny durak krugom. Siadaj masz dźwóji"(dwója to był najgorszy stopień).
Odeszła dyr Makowska, przyszedł dyr Ogrodzki z zadaniem oczyszczenia(tej stajni Augiasza) kadry profesorskiej z niegodnych tego miana. Prof. I. gdzieś zniknął , natomiast prof. Bednarska, którą przy okazji chcieli zredukować, broniła się mocno przed wysłaniem na emeryturę: „Jestem na prawie(chodzi o poprzedniczkę Karty Nauczyciela) i będę pracować tak długo, dopóki utrzymam kredę i mocz"

Czapka Lenina
Nasz Profesor I w roku 1940 (za pierwszych Ruskich, bo drugie byli w 1944) we Lwowie był funkcjonariuszem bezpieki. A tam na posterunek NKWD(wcześniej CZEKA, później KGB) przychodzi Ziuk z Wilna i zgłasza kradzież.
- Kupiwszy ja sobi rower, znaczy si wiełosypied, jady sy ulicu i gwiżdży jak sztajer, zatrzymawszy si przed dworcym, postawiwszy rowyr pupud ściany, odróciwszy si i popatrzywszy na dzygar zobaczyć kutura gudzina je-nu była dziewjinc po dziwiontyj . Ja odwróciwszy si znowu, a tu rowera ni ma.
Ludowy Komisarz wskazuje na obraz wiszący za nim na ścianie i pyta:
-Nu Josip, a szto ty tam wigisz?- pyta jowialnie, wyraźnie zadowolony, że może sobie pogadać z Wilniukiem.
-Na obrazi Lenin stoit, wystupajet i smotrit na na czlenow Politbiura, a ruku pagraża pamieszczykam, kontrrewolucjonistam i żulikam – próbuje tłumaczyć łamaną ruszczyzną nieborak.
-Nu da, tawariszcz Lenin stoit i przemawiajet na Politbiuro - powtarza ludowy komisarz- Nu a co z drugu jewo ruku? -dopytuje pykając fajkę.
-Wo wtaroj ruce dzierżit czapku, – posłusznie opisuje Józio.
-Nu da, tawariszcz Lenin stoit i przemawiajet na Politbiuro, a w ruku dierżit szapku- tu komisarz już nie wytrzymał, wstał i ryknął na Joźka-a ty, Wilniuckij durak, w samom cientrum Lwowa wiertiszsja i wypuskajesz z ruki wiełosypied- stokrotni wartiostiowszy czem szapka!

Ivanalia
-na południ nie jest zupa, ni kartofli, tylku Czechusłuwacja, a dalij pu pułudniu jest Afryka
a na końcu Ameryki są skały, który wydawaju odgłosy w czasi sztormów jak działa czerdziestofuntowy. To „Ryczące Czterdziestki" , bo tak nazwali Angliki ty skały.
„To i nasze koleżanki za dwadzieścia kilka lat" - dodałem ja
-ty si ucz gieografi, bo wiedza jest putrzebna. Tobi putrzebna, nie mi
-ty si ucz, ali ni rób tegu pud nauczyciela i pud klasówki , tyko pupud siebi
-lepij je zawszy lepij, ali nie przedobrzaj
-lepij mniej, ali lepij(o lepieniu pierogów)
-a ty Baran wisz, ży masz swoji wyspy, ali si nazywaju Wyspy Owczy
-półnuc, pułudni to ni jakiś strony świata, bu ty su w skrzypcach
-jak jest zupa na wodzi, tu ni można mówić ó głodzi
-sąsiad zapukał rano do prof i zapytał z wileńskim zaśpiewem:"Pan sąsiad spi czy wstawszy". Na co ten popisał się czystą wileńszczyzną: „Spiczy wstawszy i si goliwszy"
jak profesorowi mówili, ze jego syn to wykapany ojciec, to się oburzał:"Ta jaki wykapany, on z pełnego wytrysku"
-prof. ożenił się z ciepłą i wątłą wdową(po wojnie ich było pod dostatkiem), ale po pewnym czasie postanowił wymienić na nowszy model i bardziej wypasiony. Pyta więc ją czy da mu rozwód. W odpowiedzi usłyszał: „Wdową mnie wziąłeś i wdową mnie zostawisz"
-prof. I. był poprzednim wcieleniu na zebraniu wiejskim w sprawie rozkułaczania chłopów i w przerwie pyta sołtysa: „Gdzie tu się można odlać". „Wy towarzyszu możecie wszędzie". Wrócił cały mokrymi spodniami. Sołtys pyta:"Co, deszcz?" . -"Nie, wiatr"
W płomiennym przemówieniu prof. wielokrotnie używał zasłyszanego niedawno mądrego słowa. Na koniec jakiś chłop mówi: „Wy, panie towarzyszu, wielokrotnie używaliście słowa <abstrachuje> , a co to znaczy"? Tu go z kłopotu wyręczył sołtys" Abstra to ja i towarzysz, a reszta to wy"
Jak był na czele grupy kontrybucyjnej i zabierał chłopu ostatnią świnię dla Czerwonej Władzy, to chłop błagał by ją nie zabierać teraz, bo ona się prosi. Usłyszał decyzję nieodwołalną: „Niech si prosi nawyt na kulanach, puwiedział ja, że zabieram, nu tu zabieram"
-przed wujnu ja był ni cytaty ni pisaty. Pu wojni kończył ja Alma Mater gieograficznu(często trudne słowo „Alma" zastępował „Naser")
-autor podręcznika, to on umi na 5, nauczycil, 4, a ty atramenci najwyżyj na 3, jak si trochi puduczysz
-ta tyli razy wam tłumaczył, ży ja już sam zrozumiał, a wy ni chulery
-akademik Łysenko, w wyniku krzyżówyk, wyhódował gruszki na wierzbi. A ja sobi myśli, że jakby skrzyżować perz z kaktusym, toby wyszydł z tegu drut kulczasty
-ta co si krencisz na krześli? I tak dupa zawszy w tyli

Kibel
Nam palić nie zakazano, więc wstąpiłem do kibla.
Kibel znajdował się na I piętrze szkoły i zgodnie z nazwą, służył do palenia papierosów marki Sport, MDM, Wawele, Dukaty, Żeglarze, Mewy, Mocne, Proletariackie. Wystrój był surowy, pisuarem była ściana posmarowana czarną smołą z rynsztokiem u dołu, bez lufcika, bez wentylacji. Palenie, oficjalnie zabronione, po cichu było tolerowane przez nauczycieli w tej oazie. Nikt z nadzoru tam nie wchodził, bo go od razu cofał odór wyziewów tłumu palaczy i moczu. Gdy go zamurowano, to w Głubczycach od razu pojawiło się czyste powietrze.
Stąd też atmosfera w szkole była nie zawsze przyjemna, bo drzwi kibla się nie zawsze domykały.
Kiedyś starszy kolega objaśnił mi jak rozpoznać mięczaków: „Tylko twardziele pierdzą przy laniu".
Ja tam chodziłem tylko z konieczności, od tego czasu mam opory co do palenia(nawet w piecu), a teraz też do oddawania moczu.

Kompletny Odjazd
był o godz 6 29 z Pietrowic Głubczyckich - jazda do Głubczyc czterowagonowym pociągiem parowym
Ale po kolei:
- pobudka, ubieranie, toaleta poranna, śniadanie-jak czas pozwolił – 6 00,
- marszobieg Radynia-stacja Mokre Głubczyckie – 6 10 (2 km, 15 min- z zawrotną prędkością 8 km/h)
Gdy ukazywał się dym lokomotywy jadącej ciuchci z Pietrowic Głubczykich winiemem być na przedostatnim zakręcie, jak gwizdała-to na ostatnim. Wtedy na peron dostojnie wyjeżdżała lokomotywa, za nią wagony, za nią doganiający je ja.
Tu się dosiadał Wojtek, dobiegając z Mokre Wieś, a po drodze zabieraliśmy jeszcze Ceśkę w Zopowy-Równe. Poźniej wprowadzili komunikację samochodową przez jego wieś- na początku samochód Lublin z plandeką i konduktorem(tzw Stonka)- i mi już nie towarzyszył.
- przyjazd do Głubczyc 6 47 - 12 km z zawrotną prędkością 33 km/h
Tu procedura wysiadania była odmienna- pociąg hamował na stacji, otwierałem drzwi i wysiadałem celując w podziemne przejście. Zimą trzeba jeszcze było brać poprawkę na poślizg.
Wejście z peronu na dworzec i odwrotnie było możliwe po okazaniu ważnego biletu lub peronówki. Był porządek.
- do 7 47 odrabianie zasadniczych zadań domowych na świetlicy dworcowej(reszta na przerwach)
Potem przemarsz aleją kasztanową do Szkoły
- 8 00 lekcje
Co się działo na lekcjach-opisuję w innych opowiastkach, ale niewątpliwie zgłębialiśmy tajniki tego zaszczytnego, najstarszego zawodu(rolnictwo)
- 14 17 z powrotem do Pietrowic Głubczyckich z zawrotną prędkością 33 km/h
- 14 35-15 05 powrót do domu w Radyni z zawrotną prędkością o,5 km/h
- 15 05 obiad ze śniadaniem
- 15 20 rozkosze hreczkosieja: uprawy roli, roztrząsania gnoju, siewu tobołków polnych(Thlaspi arvense), sadzenia jaj, przerywki, powożenia furmanką, polnego śpiewu, omłotów, koszenia kosą, żęcia sierpem i młotem, macania kur, dojenia pierwiastek, świniobójstwa z kwikiem, koniobicia z zadowoleniem, kastrowania, inseminacji
              lub
- 15 20 rozkosze rękodzielnictwa: wyrobu łapci łykowych, wiechci, cepów, orczyków, bykowców, batów, fujarek wierzbowych, koszy wiklinowych, powrozów konopnych, powróseł, kiszek faszynowych, kołków osinowych, gaci samodziałowych, zgrzebnych giezeł, łyków, wnyków, parcianych postronków, łatania kaleson, woskowych świec odgromowych, heblowanie lasek
- I tak 6/7dni i 10/12mcy
A moi koledzy i koleżanki w tym czasie leżeli bykiem/ugorem/odłogiem

Religia
Religia wtedy w szkole, to marzenie wielebnych, ale w czasie wolnym można było pójść na parafię i tam się doszkalać. Nie do pomyślenia było też pisanie w szkole wypracowania: „Kto jest twoim idolem i uzasadnij dlaczego jest nim JPII"
Władza ludowa, chcąc być nowoczesną, oddzieliła religię od państwa na całe 45 lat. Religia, co się teraz nam nie mieści w głowach zwykłych obywateli/suwerenów Biskupina, miała być sprawą prywatną obywatela.
Witek , który katoholikiem raczej nie był, poszedł tam kiedyś(dobrowolnie rezygnując z odpoczynku) i jako wieczny niedowiarek-racjonalista, pyta księdza katechety czy to prawda, że Pan Bóg jest wszędzie, nawet u jego babci w piwnicy. Ks. dziekan potwierdza, a Witek: "A właśnie, że nie, bo babcia nie ma piwnicy"
Już wtedy Witek został natchniony i postanowił, w poczcie czoła(rezygnując z odpoczynku) opracowywać własny Dekalog.
Zręby jego powstały w roku 1963, a potem jeszcze był pracowicie dopracowywany przez innych, by uzyskać współczesną postać:

                                                                              Dekalog VITA
1. Człowiek się rodzi w trudzie i zmęczony , a żyje, aby odpoczywać (żadna praca/nauka nie hańbi, każda męczy).
2.Kochaj swoje wygodne łóżko jak siebie samego (dwie rzeczy muszą być wygodne-łóżko i buty, bo w nich się spędza całe życie) Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy. (łóżko, to twój najlepszy czworonożny przyjaciel).
3. Jeżeli widzisz kogoś odpoczywającego - pomóż mu(ktoś musi odpoczywać, by ktoś mógł pracować/uczyć się)
4.Odpoczywaj w dzień, bo noc może być męcząca (robota to głupota, picie to jest życie.; wielu ludzi nie robi nic-i to bez pośpiechu)
5.Praca jest męcząca, więc należy jej unikać jak ognia(jeśli praca/nauka cię urzeka, to siedź i patrz na nią godzinami).
6. Co masz zrobić jutro, zrób pojutrze- będziesz miał dodatkowe dwa dni odpoczynku (odwrotnie postępuj z piciem, by nie mieć dwudniowych przerw, a przy okazji możesz wyschnąć jak wiór; Robota/nauka poczeka, a młodość ucieka).
7. Jeżeli zrobienie czegokolwiek sprawia ci trudność, to zostaw to innym(ciężka praca i nauka może przynieść korzyści w przyszłości, a lenistwo przynosi korzyści TERAZ...) .
8.Nadmiar odpoczynku w barze nie jest śmiertelny (lepiej mieć brzuch od piwa niż garb od roboty/nauki).
9.Kiedy ogarnia cię ochota do pracy/nauki, usiądź , poczekaj - to przejdzie. (a jak nie przejdzie, to pracuj ze 100 %-owym wysiłkiem,mianowicie:12 % w poniedziałek...23% we wtorek...40 % w środę...20 % w czwartek...5 % w piątek..).
10. Praca uszlachetnia, odpoczywnictwo uszczęśliwia (wypalony papieros skraca życie o 2 godziny, flaszka wypitej gorzałki skraca życie o 4 godziny, dzień pracy/nauki skraca życie o 8 godzin)..

Amory
Stefan (Gruchała-tu podaję nazwisko, może być to istotne) normalnie okaz zdrowia, Stefanem można było łupać kamienie na drodze. Gdzie nam, cherlakom było do takiej kondycji.
Ale właśnie to on nagle zachorował bezobjawowo. My szliśmy do szkoły, a on zostawał w internacie i leżał łóżeczku. Leżał tak niezupełnie i nie sam, bo gruchał i dmuchał sobie z siostrą kierowniczki internatu przez nikogo niepokojony w godzinach. dopołudniowych(jak dwa gołąbki ). Ona przyjechała w odwiedziny na krótko, to i choroba Stefanowi szybko przeszła. Potem mówił:"Na chorobę dobrze robi zastrzyk penisyliny", a miłość platoniczną określał pogardliwie jako od pasa w górę.
Szkoda, że nie byłem materacem, bo bym mógł być ekspertem od gruchania.
Dla odmiany Iza (Łoniewska-tu podaję nazwisko, może być to istotne) została przyłapana in flagranti . I to w internacie, w czasie nauki własnej. Nie zdziwiło to nas zbytnio, bo od dawna wiedzieliśmy, że ona różańca i w łóżku nie odmawiała.
Dla niej nie było pobłażania od ludowych egzorcystów (gdyby ci asceci dysponowali techniką dzisiejszą, to by pozakładali czujniki zbliżeniowe) i musiała się pożegnać ze szkołą.
Żegnając się nie wyglądała na zmartwioną, powiedziała tylko do koleżanki, takiej co to ni w gardło, ni w krok:"Nigdy więcej dziewicą".
Seks, jak wiadomo, jest największym problemem ludzi starych i sług bożych. Naszym też był. Wychowania do życia w rodzinie, jako przedmiotu, nie było i każdy musiał radzić jakoś sam sobie samemu. Dużą cześć wiedzy teoretycznej zaczerpnęliśmy na Hodowli, a wiedzę praktyczną zdobywaliśmy sami przez analogię przyrodniczą. Nastręczało to wiele kłopotów, bo przełożyć terminy hodowlane( np. krycie, ruja, inseminator) na ludzkie nie było łatwo.
Tłumaczyliśmy też odwrotnie. Zootechnika winna być nam wdzięczna za przetłumaczenie przez nas na język zrozumiały dla nich takich terminów jak: miłość platoniczna, koński flirt(tykanie się pod stołem), miłość francuska, nimfomanka, pedał.
A czasem trzeba było mówić czule, bieżąco tłumacząc w jedną lub druga stronę.
W ten niespodziewany sposób opracowaliśmy wielkopomne dzieło-Wielki Słownik Zoomowy dostępny teraz 24h w internecie(adres za opłatą).
Kiedyś Iza sprzeczała się z Zosią o to czy lepszy jest krótki i gruby, czy długi i cienki. W podręczniku hodowli nie znalazły wyjaśnienia tego, więc poszły z tym do wychowawczyni. Ta wysłuchała problemu i powiedziała z błyskiem w oku:"Dzieci, to wszystko nieważne-długi, gruby , krzywy, garbaty. Najważniejsze żeby był wesolutki"
Ja byłem dojeżdżający i niestety, wiem to tylko z opowiadań.

Rio Bravo
W kinie (kiedyś były kina) „Dziewiarz" grają western „Rio Bravo", wszyscy już byli, a my nie, bo jesteśmy na praktyce w gospodarstwie szkolnym, a mieszkamy w internacie o regule niemal zakonnej.
Internat zamykany wieczorem, ale my z pierwszego piętra hyc przez kible, okno, kratę i już w kinie. Nazad tą samą drogą, a tam dyrektor Ogrodzki pomaga delikwentom wejść. Trzech wciągnął, ja zrezygnowałem ze wspinaczki i wszedłem od frontu. „Jutro rano proszę się spakować i zameldować się z walizkami w moim gabinecie o godz 8:00"- rozkazał dyrektor.
Stawiamy się rano w pełnym rynsztunku, a on tam dyro pisze na maszynie do pisania(były takie), wykręca z maszyny pismo-cyrograf i czyta zobowiązanie do nieodpłatnego opróżnienia piwnicy internatu z węgla w związku niebezpieczną nocną wspinaczką.
To ja oświadczam ze stoickim spokojem, że przecież wszedłem przez drzwi uprzejmie otworzone przez Pana Dyrektora, na co on się zapienił i kazał wszystkim wracać do swych mam.
Stanęło w końcu na tym, że opróżniliśmy te piwnice za skromnym wynagrodzeniem i dzięki tej czarnej robocie internat ma teraz w tym miejscu kuchnię stołówki.
Patrząc na syte buzie współczesnych myślę o swym skromnym udziale.

Wychowawstwo
Wychowawczyni części żeńskiej internatu, prof. Bednarska, z matczyna troską sprawdzała zimą czy podopieczne mają ciepłe reformy. Te były bardzo niepraktyczne, łatwo się przecierały na kolanach i uwierały pod pachami, więc dziewczyny po przekroczeniu check point'u zaraz je zdejmowały. Na wszelki wypadek.
Słusznie przypuszczały, że tak będą się nam lepiej podobać i to w każdych okolicznościach.
Wtedy postanowiłem, że będę wychowawcą internatowym, ale odważne marzenia się nie spełniają.
Nie byłem potem już internacie, nawet „internacie" stanu wojennego (1981-3).
Chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle.

Plan lekcji
Plan lekcji dla całej szkoły ułożyć bez komputera to był nie lada wyczyn.
Po jego sporządzeniu i uzgodnieniach przepisywany był tuszem kreślarskim na kilku arkuszach bristolu o formacie A0. Potem ten rozkład jazdy wieszany był na ścianie pokoju nauczycielskiego i zajmował jej połowę.
Tu opowiem historię jednego z planów.
Ułożył go pracowicie prof. Warło, potem dał do przepisania Witkowi, bo on w poprzednich szkołach zdążył liznąć trochę pisma technicznego. Wiciu robił to chętnie, długo i mozolnie, bo wtedy miał wolne od zajęć, a i jakaś dobra nota się dostała.
Przepisał, powiesił i konsternacja. Pomyłka-zamienił poniedziałek z piątkiem(tydzień lekcyjny wtedy był jeszcze sześciodniowy).
Pomyłka była na zamówienie, bo w ten sposób zleceniodawca miał dwa do kupy wolne dni i nie musiał zrywać się wczesnym rankiem w poniedziałek. A dojeżdżał trakcją parową z Rydułtowych przez Racibórz i Baborów do Głubczyc.
Poniedziałki są ciężkie nie tylko u szewców.
Bardziej ogólne wnioski to:

* Planowanie do produkcji ma się tak, jak lanie do bstrukcji
* Jak się mylić, to na swoją korzyść, a ta lekcja planu przerodziła się w moje motto życiowe(W. Baran).
* Komunizm to centralne planowanie + władza rad(W I Lenin).
* A plan 6-cio letni i to my tak wykonamy, choć byśmy go robili nawet 8 lat(B Bierut)
* Jedni są od planowania, inni od wykonywania(podwykonawca)
* Możesz zaplanować wydajność 150% plonów ze 150% areału, ale i tak ci z tego g.wno wyjdzie(plantator)
* Jeśli planowo nie zbudujesz stodoły do żniw, to się musisz zaprzyjaźnić z plandeką(plenipotent)

Furum Romanum

Romanowi chyba najbardziej doskwierał chroniczny brak gotówki. Często się skarżył, że nie ma ani grosza od rodziców i pomstował na Fenicjan za wynalezienie pieniędzy, ale tak mało. A jak wiadomość przyszła z przeznaczeniem na opłacenie internatu, to zbaczała z kursu, a zadłużenie rosło.
Ale jak była jakaś imprezka, to chętnie się przyłączał na krzywe ryło. Na pytanie czy się napije wina, czy wódki, nieodmiennie odpowiadał: „I piwa"
Czasy były siermiężne, nikt nadmiarem gotówki nie śmierdział, a chętnie byśmy zaszaleli. Co prawda nigdy się nie jest zbyt bogatym, ani zbyt pięknym, ale do takich konstatacji było nam daleko.
To nas gnębiło, więc radziliśmy na Forum Romanum(na wozie,w jego pokoju, pod mostem).
Rada Romana była prosta jak konstrukcja cepa: możesz za 3 zł przeżyć dwa dni i jeszcze się zabawić wesoło. Trzeba za 3zł kupić jabcoka(jabol, perszing, siara, czar pegeeru, sikacz) i na czczo duszkiem wypić. W pierwszym dniu się wesoło bawisz i popijasz wodę, a w drugim dniu masz potężnego kaca i też jeść nie chcesz.
Teraz wcale nie jest lepiej, bo trzeba wydać, co najmniej, 5,50zł.
Roman był dowcipny, a ja przy nim, co najwyżej, doustny.
Kiedyś zadzwoniłem do niego i pytam go standardowo:
Co u Ciebie słychać?,
Na co on odpowiedział standardowo:
To zależy gdzie przyłożysz ucho, bo jak do dupy, to gówno usłyszysz.
Jako nizinny góral podkarpacki spod Sanoka znał wiele sentencji góralskich, np.
:góral z górą się spotka, ale górnikiem owszem; u marksistów są dwie prawdy-obiektywna i subiektywna, u górali trzy: świnto prowda, tyż prowda i gówno prowda; kto garścią ziemię nosi, doczeka się własnej góry, ale góralem nie będzie; góral się potknie o kretowisko, ale nie o górę; zimą w górach jest czyste powietrze, bo górale pozamykane mają okna;jest fakt, fakt autentyczny i fakt prasowy; jak jest wejście, to musi być wyjście; owiecka i zygor nie muso być nojprędse; osuszanio bagna nie uzgadnia się z zabami; jak wszyscy śpiwajo, a tylko jeden pije, to to je msza; jak mom cas to se siedze i myśle, a jak ni mom, to tyko siedze; oko za oko,ząb za ząb, ale d.pa za pieniądze; wszystkie piwa w nocy są ciemne; nie ma nic bardziej przeciętnego niż przeciętny agronom; wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija; co obchodzi konia, że się wóz przewrócił; dobrego kościół nie zepsuje, złego karczma nie naprawi; nie wiem jak baba, ale chłop musi mieć orgazm, bo by się za.ebał na śmierć; jak się nie tego co się pragnie, to się kradnie co popadnie; nowoczesne społeczeństwo XXI w ne będzie takie: życie i mieszkanie tylko 1-osobowe, picie tylko w 2-osoby, spanie tylko w 3-osoby, tylko granie w brydża dalej w 4-osoby; jak się boisz, że się przewrócisz, to idź na leżąco; jak nie masz szczęścia, to cegła ci spadnie na głowę nawet w kościele, nawet drewnianym;

Buta
Trzeba było widzieć butną minę Felka gdy paradował w swoich butach.
Te buty były wykonane przez przedwojennego mistrza szewskiego w Szczekocinach, całe ze skóry, trzypiętrowa podeszwa szyta trzema kolorami dratwy o różnym ściegu, kolor podpalany brąz, skrzypiące przy chodzie i lśniące, opalizujące, błyszczące nawet w nocą.
Wszystkie wolne chwile Felek poświęcał rytuałowi polerowania butów i doskonaleniu jego blasku. Zaczynał chwilą skupienia, potem otwierał pudełko pasty kiwi i mokrą, delikatną szmatką smarował i polerował , smarował i polerował buty. W czasie pucowania myślał i wymyślił, bo wcześnie łysiał, środek na łysienie. Jest nim środek głowy.
I było warto, bo na widok tych butów dziewczyny dostawały stawały się wilgotne, można było buta użyć jako lusterko przy goleniu, w nich można było ujrzeć nasze zazdrosne twarze, w nich odbijała się cała osobowość właściciela.
Skłońcie głowy przed Nim, spuście wzrok i popatrzcie na swoje wielkoseryjne, sztampowe chodaki.
O czasie ów!

Rękodzielnictwo
Stefan i Wojtek poróżnili się, a potem pobili. Wojtek poskarżył się starszemu bratu, już absolwentowi naszej uczelni. Ten przyszedł do internatu i zrobił manto Stefanowi . Poszedłem ze Stefanem do kierownika internatu, a ten mówi, że tamten mu nie podlega, więc mamy zgłosić to milicji obywatelskiej(była taka). W wyprawę na milicję zaangażowaliśmy jeszcze Felka, bo on był lepszym świadkiem, w przeciwieństwie do mnie, bo nie mam pamięci do twarzy(jak ginekolog) .
Tam dyżurny przyjął zgłoszenie i oświadczył o niebo lepiej wykształconym:
"Ludowa Milicja Obywatelska pokaże mu, że w Polsce Ludowej nie wolno uprawiać rękodzielnictwa"

Flaki
Wakacyjna wyprawa do Warszawy w roku 1963, wstępuję do Baru "Flaczek" na Marszałkowskiej, a tam rarytas-flaki wołowe. Zapach flaków w całym pomieszczeniu, miejscowi się nimi zajadają.
A ja zrobiłem w tył zwrot, bo przecież znam zapach krowieńca.

Analogia
W pierwszej klasie szło mi średnio-nieśpieszna miejska adaptacja.
W drugiej i dalszych:
- napisałem z jotpola klasówkę na 5(najwyższy stopień wtedy, rozwikłałem min. genealogię nazw miejscowości Kroczymiech k. Chrzanowa i Moszna na Opolszczyźnie) u prof. Krosnego, to przez analogię personalną, z historii miałem też 5 i bez kłopotliwych pytań,
- napisałem matmy klasówkę na 5 u prof. Szczerby, to przez analogię personalną z fizyki miałem 5, bez kłopotliwych pytań,
- na egzaminie na prawo jazdy wiedziałem, że są silniki dwusuwowe z zapłonem samoczynnym, to u prof. Majchera(choć był zaskoczony, że takie są) miałem 5, a przez analogię jeszcze z praktyki zawodowej,
- jak u prof. Lacha 5 z uprawy, to u prof. Lachowej(żony )z hodowli też przez analogię matrymonialną,
- z pozostałych przedmiotów stopnie przez analogię pedagogiczną ogólną.
      Zasada analogii dobra, ale nie powinna być nadal stosowana, bo dotyczyła też słabych, dla których pytania były przecież niezwykle kłopotliwe.

Łacina
Łaciny, w przeciwieństwie do Ogólniaka, się nie uczyliśmy, ale nazwy łacińskie roślin i zwierząt trzeba było znać. Np Secale cereale, Triticum vulgare, Sus domestica, Mimosa pudica. Ta ostatnia, to kwiat -czułek wstydliwy.
Ale żeby stosować ją na lekcji ekonomiki i organizacji gospodarstw? Też można.
Rysiek przygotował referat o wyższości rolnictwa uspołecznionego nad kułackim i odwrotnie. W dyskusji każdy mu podważał każdą tezę, a Rychu coraz bardziej się wkurzał i w końcu do Tadka krzyknął „Ty mi tu nie pie.dol". Zapadła złowroga cisza, którą przerwał dzwonek, a dyr Ogrodzki wziął dziennik i na odchodnym powiedział:"Nu, gadacie po łacinie"
Wymienialiśmy czasem poglądy łaciną z tymi pięknoduchami z Ogólniaka. Nasza była bardziej soczysta i bardziej kwiecista.

Racja
Wychowani przez prof Krosnego na hasłach Oświecenia i wierni jego zasadom(Cogito ergo sum ), mogliśmy się uważać za racjonalistów. Wszystko poddawaliśmy racjonalnej analizie.
Na lekcji ekonomii politycznej socjalizmu klasa podzieliła się na pół w kwestii wyższości gospodarki przemysłowo rolniczej nad rolniczo-przemysłową i odwrotnie. Spór nabrzmiał tak dalece, że zgłosiliśmy ten problem do rozstrzygnięcia przez wykładowcę-dyrektora. Dyr Ogrodzki wysłuchał argumentów obydwu stron i zawyrokował: „Wy macie rację i wy macie rację".
Zgłosiłem nielogiczność stwierdzenia, bo jedno wyklucza drugie. Na co on: „Ty też masz rację"

Praktyka
Na praktyce po 4 klasie byłem w gospodarstwie Lenarcice, a kierownikiem był Wawrzków, absolwent pierwszego rocznika naszej szkoły, który młodszemu koledze tłumaczył co ma cechować fachowego technika rolniczego:
- but filcowy
- krok metrowy
- łyk litrowy
Tamże posłali mnie do domu księgowego, który był w tym dniu w powiecie, po klucze od biurka. Żona jego sięgnęła do pęku kluczy na gwoździu i dała mi, a ja potem kierownikowi.
A on: „A to sku.wysyn, a to ch.j jeba.y, a to k.tas, a to turkuć podjadek" a potem dołączył jeszcze 5-cio minutowa wiązkę zaczynającą się od „k.rwa święta", a kończąc na „aniołek pie.dolony". Na koniec wyjaśnił, że zaginęły mu kiedyś klucze od jego szpanerskiego wtedy motocykla Panonia i trzeba było rozwiercać stacyjkę i blokadę kierownicy.
Te klucze mu przywiozłem, łącznie z zapasowymi.
Księgowy został pogoniony, a przy okazji posłaniec z jakiegoś innego powodu w połowie praktyki.
W szkole prof Piątkowski wysłuchał mnie po ojcowsku i skierował mnie na dokończenie praktyki do PGR(Państwowe Gospodarstwo Rolne) Grobniki.
Tam poznałem smutnych, ciekawych ludzi. Beznadzieja pegeerowców wyrażała się w porzekadłach:
-wyżej ch.ja nie podskoczysz; każdy kij ma dwa końce(?); jak chcesz uderzyć psa, to zawsze kij się znajdzie
-każdy ch.j na swój strój
-taki już jestem, a takim to wszystko jedno
-masz głowę i ch.j, to kombinuj
-e tam, ku.wy nie prze.ebiesz, roboty nie przerobisz
-jakbyś się nie starał i kręcił, to d.pa i tak zawsze z tyłu
-k.rwa k.rwie łba nie urwie
-socjalizmu się nie lękaj; mało rób, dużo stękaj. Na zebraniach nie podskakuj, siedź na d.pie i przytakuj. Tak dożyjesz starczej renty nigdy w d.pę nie kopnięty
-gruby chudego nie zrozumie, zanim gruby schudnie, to chudy zdechnie
- kto robi w GeeSie, ten zawsze coś wyniesie
-czy się stoi, czy się leży, to najniższa stawka się należy
-chłop śląski- w plecach szeroki, w d.pie wąski
-chłop do cepów, baba do czerepów
-jeszcze nie wymyślono grabi co by grabiły od siebie
-ziemia, kobieta i pegeerowiec nie powinni leżeć razem odłogiem

Zenek potrafił być pierwszy przed sklepem, by wymamrotać: „Szefowo, masz jakieś piwo?. Bo tak mi się lać chce, a nie mam czym". A jak zobaczył miastowych co kupili sobie wodę, za przeproszeniem, pitną i ją pili, to nie krył oburzenia: „Jak bydło-wodę piją".
Wojtek tam był od początku praktyki, ale też było tam dwadzieścia jeden niegrzecznych dziewczynek z poprawczaka na obozie prac przymusowych. Wojtek powitał mnie z otwartymi ramionami, bo już nie wyrabiał, choć to był dopiero półmetek praktyki.
Nazywał je po swojemu, tej z zezowatymi cyckami nadał imię Zuza, krzyczącej-Krysia, sapiącej-Sophia itd.
Ostra jazda i bez trzymanki z dziewczynami była jak mnie obsiadły na bryczce(pełniłem chwilowo funkcję stangreta), wyrwały mi lejce i heja. Konie poniosły, złamany dyszel(bryczki), bryczka do kasacji.
Cała wina na mnie, struty chodziłem pół dnia i nie wiedziałem co dalej począć(ten termin ma teraz inne znaczenie, wtedy oznaczał"zrobić"). Z kłopotu wybawił mnie kowal, który próbował zrekonstruować tę bryczkę, pocieszał mnie, jak krowie na miedzy, tymi słowy: „Umarłemu się to nie przydarzy".
Wojtkowi nawet się dziewczyny zwierzały, znam tylko strzępy tych wyznań, np:"obóz mija, a ja niczyja",czy inne „ni okresu, ni adresu"
Od nich się dowiedziałem, że pojęcie miłości stworzyli Szkoci, a przejęli Poznaniacy, żeby nie płacić za seks.
Z kierownikiem Wawrzkowem spotkałem się wiele lat później i wcale nie miałem do niego żalu, że mnie wtedy pogonił.
Practica vitae magistra est(praktyka nauczycielką życia).
Czy teraz szkoła równie gruntownie przygotowuje uczniów do fachu?

Burek
Burek z PeGeeRu to nie było określenie psa tylko chłopaka, robotnika rolnego w uspołecznionym sektorze rolnictwa. A formułowane z sektora nieuspołecznionego przez takich samych mołojców, by obrzydzić swoim dziewczynom tamtych. Zenkowi też przysługiwało to miano. Tu więcej miejsca mu poświęcę.
Ponieważ łebski był facet, to sobie wymyślił, że do kosy przyszwajsuje drugie ostrze i będzie kosić w dwie strony, pozbędzie się jałowych ruchów, a przede wszystkim zwiększy wydajność koszenia o 100%, będzie przodownikiem racjonalizacji i pracy socjalistycznej. Od razu zgłosił to do komórki racjonalizacji, tam specjalista wysłuchał go i poradził by z tyłu uczepił sobie jeszcze grabie i uzyska w ten sposób wydajność 300%.
Zadowolony relacjonuje to z dumą swojej dziewczynie, a ona to: „Jak by on wiedział o tobie to co ja, to by ci kazał jeszcze z przodu młócić i osiągnąć wydajność 400%.
Ale też owa dziewczyna podała do sądu o alimenty od wszystkich miejscowych burków. Sąd zarządził ustalenie grupy krwi dla ustalenia ojcostwa. Wezwani gremialnie poszli oddać krew, a pierwszy Zenek. Wychodząc z ambulatorium zarechotał:
"Spokojnie chłopaki, mogą sobie sprawdzać do u.ranej śmierci. Z palca biorą krew!".
Kiedyś popijając jak zwykle z Władkiem siarę(jabcok) Zenek czyta na głos organ PZPR-"Trybunę Ludu", a tam: „alkohol skraca życie o połowę". Więc pyta przydymionego, ale przytomnego Władka ile  lat żyje?
- 35
- No widzisz, jakbyś nie pił, to byś miał 70.

Internat
W internacie byłem w czasie zimy stulecia i w okresie praktyki oborowej, kiedy trzeba rano stawać i drałować na ranny udój o godz 5.00, potem czyszczenie obory z obornika, a krów z łajna.
Z mego punktu widzenia, w sytuacji dojeżdżania i dorabiania na roli, życie internatowe było byczeniem się.
Na parterze skoszarowani byli uczniowie Ogólniaka, my na 1 piętrze, nasze dziewczyny na 2, na poddaszu magazyn. W magazynie nasze stroje robocze na praktyki(tam się ubierało i paradowało potem przez miasto), pamiętam jeszcze worki z mąką z napisem UNRA . Prod Dudek, kierownik internatu mieszkał z rodziną na naszym piętrze. Stołówka w suterenie, w niedzielę było nawet kakao, poniedziałek(a nie piątek) był postny(bezmięsny).
W menu stołówkowym frykasów nie było, ale głodni też nie chodziliśmy.
Prof Piątek, absolwent naszej Szkoły, po maturze poszedł do wojska spełnić obywatelski obowiązek obronny ludowej ojczyzny. Zawodowej armii wtedy nie było, bazowano na rekrutach. Tam dosłużył się wysokich stopni podoficerskich, poszerzył wiedzę, po czym wrócił do szkoły jako wychowawca w internacie.
Od razu wprowadził wojskowy dryl, a tym poranną gimnastykę. Po pobudce o 6:00 wylegaliśmy na ul Niepodległości przed internatem w spodenkach i koszulkach, by ćwiczyć tężyznę fizyczną. Zaprawa poranna kończyła się biegiem dookoła stawku w parku.
Ale, nie wiem czemu, takie pokazówy były tylko w piątki, a było to pożyteczne dla rozwoju psychofizycznego. Tym bardziej, że zajęcia wf prowadzone przez prof. Faściszewskiego były w ograniczonym zakresie, bo salą gimnastyczną była jakaś mała salka w MDK z koszem koszykarskim i plac przy szkole i obok koszem na śmieci jako boisko.
Do dziś żal mi tych piątków.

Grzebanie
Jak pogrzebałem dobrze w pamięci, to przypomniał mi się serial pogrzebowy w wykonaniu Witka.
Po kolei.
Witek pochodził z Szydłowca, z rodziny kolejarskiej. W dostatku miał bilety kolejowe rodzinne, ale w niedostatku czasu wolnego od zajęć szkolnych i ferii. Wpadł więc na pomysł przepustki na pogrzeb dziadka. Kolega z Szydłowca poszedł na pocztę i wysłał, jako babcia, pilny telegram by Wiciu stawił się szybko na smutną uroczystość.
Witek ze łzami w oczach biegł do wychowawcy, oznajmiał o nieplanowanym pogrzebie, ten udzielał mu urlopu. On w pociąg i balanga z kolesiami.
W ten sposób ogołocił kompletnie swoją rodzinę w 4 lata.
W piątej klasie był już zupełnym sierotą.

Przydział stopni
Prof. Kubik, był wytrawnym fotoreporterem i korespondentem Trybuny Opolskiej, ale też naszym wychowawcą. Miał fotoaparat radzieckiej marki Zorka 5, którym robił zdjęcia, wywoływał, utrwalał i sprzedawał nam(tablo naszej klasy zachowało się jedynie dzięki jego fotografii). Nawet dyrektor wydał zakaz dla uczniów kupowania od „przekupniów i domokrążców". A ogłosił to za pomocą Kurendy(księga zarządzeń odczytywana obiegiem w poszczególnych klasach). Wszyscy domyślili się o kogo chodzi.
Nie przepadali za sobą, a wszystko pono za incydent: dyrektor wizytował gospodarstwo szkolne i otwierał tamtejszą wzorową chlewnię. Fotografia ukazała się na szkolnej gazetce ściennej, a ktoś podpisał „Dyrektor w naszej chlewni wśród tuczników-drugi z lewej"
Oprócz fotografowania uczył nas ruskiego. Uczył to może za dużo powiedziane, ale na koniec każdego okresu trzeba było wystawić nam stopnie. Był to tzw przydział stopni, który odbywał się różnymi metodami. A to wg wzrostu, a to wg krótkości włosów, a to przez upoważnionego starostę klasy, a to przez losowanie. Ta ostatnia metoda została uznana za najsprawiedliwszą.
Ja różnie na tym wychodziłem i wolałem metodę analogii ogólnej.

Wycieczki
Radość pielgrzymowania nie była nam dozwolona, ale wycieczki tak. I nie zagraniczne, choć w pobliżu łączyła nas granica przyjaźni z Czechosłowacją.
Za granicę miasta to co innego. Dlatego w ramach zorganizowanych wycieczek zwiedziliśmy:
- Fabrykę Dywanów "Welur" powstałą w roku 1905 i w niezmienionym stanie produkowała nadal dywany „na rynek i eksport" .
Hałas i gorąc tam był piekielny, roznegliżowane tkaczki uwijały się jak w ukropie. Maszyny SCHOENHERR TEXTILMASCHINENBAU Chemnitz Jahrbau 1905 stukały pracowicie.
Dokładnie zwiedziliśmy cały proces produkcji. Było na co popatrzeć , posłuchać.
- Cukrownię Baborów powstałą 1887 roku wzorem pierwszej cukrowni Franza Karla Acharda z 1801r w Konarach koło Wołowa. Nie wiem dlaczego urządzenia miały tabliczki z oznaczeniem producenta: Zuckerfabrik Neugebauer Brieg Jahrbau 1878. Nie przeszkadzało to w bohaterskim kończeniu kampanii cukrowniczej już pod koniec stycznia każdego roku.
Proces technologiczny tu był mniej ciekawy, ale jeszcze słodszy.
Było na co popatrzeć, posłuchać i polizać.
- Browar przemysłowy w Głubczycach- został założony przez piwowara Wilhelma Haudego a my zwiedzaliśmy go 100 lat później. z Urządzenia Ernst Daumerlang Brauereimaschinen Breslau Jahrbau1921, jak nowe. Produkcja ciekawa, maszyny ciekawe, produkt wyśmienity. Rok produkcji nie był ważny, ważny dla nas był zakazany owoc degustacji.
Jak wróciliśmy, to nic po nas nie było widać, po Tadku też nie; ale się wydało jak Tadziu nie trafił do swojego stolika na stołówce.
Późnym wieczorem, podczas przeglądu trofeów, stwierdziłem, że w nocy wszystkie piwa są ciemne.
Wycieczka udana. Było na co popatrzeć, posłuchać i popić.
- Tłustomosty – pokaz pracy współczesnej koparki-drenarki. Cudo angielskiej techniki- jednocześnie kopała rów, układała rurki drenarskie.
Oj, gdybyś ty jeszcze zaorała i zasiała
Nie było na co popatrzeć, posłuchać i popić.
- Rzeźnia GS Samopomoc Chłopska w Głubczycach-filar przemysłu mięsnego powiatu. Budynki odrapane z roku 1921, ale maszyny(kaśki i maryny), szczególnie na masarni, nowe, sprawne, piękne, rocznik 1940-45.
Zwiedzanie, poczęstunek, ale głodomór Roman poczęstował się sznurem serdelków. By go wynieść, to obwiązał się nim w spodniach. Spodnie szczelne, ale rozporek nie całkiem i jeden serdelek się wymsknął. Portierka widząc to załamała ręce i stęknęła: „O Matko Boska". Gdy on ze stoickim spokojem urwał corpus delicti i wyrzucił za okno, portierka zemdlała.
Czy wszystko trzeba przyjmować tak serio?
Nawet te opowieści?
Było na co popatrzeć, posłuchać i pojeść.
Omijając szykany przytoczone na wstępie, łączyłem często wycieczki z pielgrzymkami wędrując do Pielgrzymowa, by podziwiać wspaniałą ruinę tamtego kościoła. Do Oławy również.
Pielgrzymowanie w latach osiemdziesiątych na ogródki działkowe w Oławie dostarczało niezapomnianych wrażeń. Tam Domańskiemu ukazała się Matka Boska Królowa Wszechświata Bożego Pokoju(MBWBP) w pamiętnym dniu 8 czerwca 1983. Nie miała jednak szans urzędowego zatwierdzenia cudu, bo się ukazała niewłaściwemu człowiekowi.
Ale mimo to powstało sanktuarium, a ludzie tłumnie nawiedzali nie zważając na interdykt Kościoła. Tam też doszło do cudownego nawrócenia księdza, gdy na dnie kielicha zobaczył zakrwawioną hostię(podrzuconą przez Domańskiego).
Zdarzyło się, że z końca kolejki kalek do uzdrowienia za pomocą MBWBP ktoś krzyknął; „Będę chodzić, będę chodzić". Domański się zdumiał i powiedział, że jeszcze przecież jeszcze go nie uzdrawiał. Ten na to:
- Rower mi podpieprzyli

Zima stulecia
Jeszcze przed ociepleniem klimatu, w roku 63, była zima stulecia. I to nie na żarty, bo temperatury przez dwa miesiące oscylowały w okolicy -30 stC. Zaspy wielometrowe, z internatu do szkoły przechodziło się tunelem, koleje utknęły w zaspach. Staszek i Marian z Branic tygodniami nie mogli się dostać do szkoły. Mnie dowieźli saniami i zamieszkałem w internacie na okres srogiej zimy.
Każdemu nowemu serwowano rowerek. Polegało to na tym, ze śpiącemu wkładano między palce nóg karteczki i popalano, wtedy delikwent kręcił nogami jak na rowerze zanim się obudził. O tym wiedziałem, dlatego miałem nocne trzykrotne nocne czuwanie. Odsypiałem to na lekcjach. Czwartej nocy nad ranem zjawił się Jurek z niecnym zamiarem. Pokuliłem nogi i gdy miał podpalać karteczki, kopnąłem go w nos aż się odbił od ściany. Od tej pory eksperymentów ze mną nie robiono.
Wieczorem po capsztyku, przed snem otworzyłem okno, a Tadek zaraz go zamknął. To ja znowu otworzyłem i tak się powtórzyło jeszcze 2 razy, aż Tadek powiedział:"A właściwie niech będzie otwarte" i zaczął ubierać kalesony, pidżamę, dres, sweter, płaszcz. Potem wlazł pod kołdrę. Witek, widząc co się dzieje, uciekł do innego pokoju. I dobrze zrobił, bo została po nim dodatkowa kołdra, którą się przykryłem.
Dyżurny Jurek rano wpadł do nas z okrzykiem „Pobudka" i widząc nas w soplach dodał "Czyśta chłopaki powariowały?".
Hartowanie było skuteczne, bo nieznane jest mi do dziś pojęcie kataru, grypy, a nawet rozwolnienia.

Kultura rolna
Estetyka to nie tylko schludny wygląd, a wychowanie estetyczne, obok agrarnego, było „jednym z czterech podstawowych celów wychowania, bez którego niemożliwe byłoby kształtowanie osobowości rozwiniętej wszechstronnie".
To teoria, a praktyka wychowania estetycznego odbywała się na lekcjach języka polskiego i historii oraz po lekcjach pod okiem(i poza okiem) prof. Krosnego. Na lekcję przychodził często z gramofonem Bambino, puszczał winylową płytę z Chopinem i tłumaczył nam, że kulturalny człowiek winien delektować się muzyką, sztuką teatralną, poezją na równi z podziwianiem pokroju klaczy.
To dzieki prof. dowiedzieliśmy się, że podręcznik hodowli zwierząt futerkowych pisany jest prozą, mówimy prozą i życie szkolne jest prozą.
Słuchaliśmy z niedowierzaniem wiedząc, że frak dobrze leży dopiero na wnuku. Posłusznie zgłębialiśmy tajemnice muz.
Ziarno kultury i sztuki padało na podatny grunt, bowiem karmieni co dzień pojęciami: sztukamięs, przeliczeniowa sztuka duża, przeliczeniowa sztuka obornikowa, sztuka kochania chcieliśmy się choć na chwilę oderwać od kultury rolnej i zagłębić w bezbrzeżną otchłań sztuki przez duże es. Pokochaliśmy wszystkie muzy miłością amatora i amantki. Jedna z koleżanek tak się przejęła rolą, że nawet chciała zdawać na Wyższą Szkołę Teatralną w Katowicach.
W ramach własnego Codziennego Kształcenia Ustawicznego(CKU), jako zwykli zjadacze chleba, wyżywaliśmy się w poezji i sztukach teatralnych. W etiudach przodownikiem sztuki socjalistycznej był Roman. Z domu małorolny, w teatrzyku wielkorolny, obsadzany szczególnie w rolach komediowych, choć mogło to wyglądać tragicznie.
Oto próbka poezji liryczno-epickiej Romana: „O słowiczku piękne ptaszę/Opuściłeś gniazdko nasze/Opuściłeś nasz strony/ Ty słowiczku pie.dolony"

Studniówka
Studniówka jest raz w życiu,aula odświętnie wystrojona, chłopaki umyci i wypomadowani, dziewczyny wypachnione, wszyscy w niedzielnych strojach(jak namszę), kadra nauczycielska z dostojną elegancją, orkiestra sprowadzona z Prudnika z prof. Lipińskim za perkusją(tam się przeniósł nasz trener etykiety), stoły zastawione, przemówienia, toast.., a tu szlaban.
Dyrektor zakazał w tym momencie, w sposób nieuprzedzony, alkoholu- nawet wąchać, nawet nauczycielom. Gdyby nas uprzedził, to by się pochowało co nieco w kiblu, a tak z suchym pyskiem musieliśmy dotrwać do końca. To była długa noc.
Specjalnie kupiliśmy wina Mistella, Istra, Lacrima. Łza się się w oku kręci na wspomnienie tego utraconego smaku. To raj utracony(w gębie). Tego się dyrektorowi nie zapomina., a pamięta .
Pamiętać winne niezliczone pokolenia maturzystów, że 20. Stycznia 1963 w Głubczycach odbyła się pierwsza w dziejach nowożytnych bezalkoholowa studniówka.

Laska

Żyliśmy w ciekawych czasach z ciekawymi postaciami.
W gospodarstwie szkolnym ogrodnikiem był Kosa, ale należało wymawiać Koza , Niemiec z krwi i kości, w czasie wojny walczył w AK(Afrika Korps), po polsku znał zaledwie kilkanaście słów. Jurek twierdził nawet, że ma na przedramieniu wytatuowane dwie błyskawice(SS). Z dyrektorem porozumiewał się tylko po niemiecku.
Woźnym był Kretek autentyczny Ślązak, mówił niezrozumiałą dla mnie gwarą śląską. Palił w piecu, zamiatał otoczenie, sprawdzał uczniów czy wnoszą do szkoły tarcze z dumnym numerem 102. Kiedyś powiedział do mnie, bo byłem najbliżej: „Synku, nasztaluj tyn lautszprecher na cołki kapycynder" Nic z tego nie zrozumiałem, chodziło o podkręcenie kołchoźnika (głośnik naszego radiowęzła) na cały regulator. Radiowęzeł(radio, gramofon, wzmacniacz i sieć głośników) obsługiwał Witek, ale czasem i mnie dał coś tam pokręcić). Rysiek postrzegał woźnego jako kutwę stwierdzeniem „On jest taki sknerowaty, że jakbyś mu dał 10 zł, to by ci za darmo dwa dni jedzenie dawał". Nasza salwa śmiechu była odpowiednią reakcją na te słowa.
Księgowy gospodarstwa był średniego wieku i niskiego wzrostu, ale z naszej perspektywy był stary i do tego garbaty. Otoczenie wtedy, a bywa i teraz, jest złośliwe w stosunku do kalek. Jeden z dowcipów a'propos opowiadany: Mowi ślepy do księgowego, bo wybierają się na wycieczkę:
- Masz Pan plecak?
- Jak Pan widzisz.
Mieszkał samotnie. Dowcipnisiom jednak szczęka opadła, gdy nasz bohater przytargał do domu laskę blond jak Marylin Monroe i to od razu zapyloną. Po prostu dziewczyna upadła, więc ją podniósł. Długie nogi aż do ziemi, a tam się jeszcze zaginały w stopę; mlekiem i miodem płynąca; miała na czym siedzieć i czym oddychać; wysoka jak żyrafa,młoda, piękna, zgrabna, powabna i uśmiechnięta. Jemu przypisywano powiedzenie:jak kobieta w nocy nie jęczy, to w dzień warczy. Od razu chętnie chodziliśmy na praktyki do gospodarstwa, bo przechodziło się obok czworaków, a tam było na co popatrzeć. Gdyby były wtedy wybory Miss Ziemi Głubczyckiej i Pobliskich Okolic, to ta dziewczyna wygrywałaby je w cuglach i to przez 10 kolejnych lat.
Do dziś się zastanawiam- czym on jej zaimponował?

Koniec historii
                                                  Moto :„Pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone(Mark Twain)

1. Kiedy w 1989 roku wraz z murem berlińskim legł w gruzach komunizm, Francis Fukuyama ogłosił w swym słynnym eseju Koniec Historii, a więc koniec konfliktów, starć systemów, wojen, udręk.
Koniec świata?
2. Kiedy przestaną ukazywać się te i inne opowiastki, to będzie koniec historyjek, koniec portalu-wizytówki klasy 58-63, ale nie
Koniec Świata. 
A może oznaczać to też, że legł piszący te słowa i nie chce mu się wysilać.
3. Kiedy historia „Rolniczaka"(http://cku_zsr_glubczyce.wodip.opole.pl/historia/historia.htm) kończy się na tekście:
2004/2005
w szkole powstaje trzecia pracownia komputerowa,
16 października z okazji 50-lecia szkoły odbył się IV Zjazd Absolwentów. oznacza to
Koniec Szkoły?
Nie , bo istniała potem jeszcze , chwalić boga, co najmniej 10 lat i zdołała nawet obchodzić jubileusz 60-cio lecia.
(pisane w dn 2 listopada 2014)

Czyn
Na powszechnym czynie wiosennym partyjnym dla uczczenia Zjazdu i 1-go Maja aktywiści partyjni(i wyznaczone szkoły) wylegli na ulice, grabią, zamiatają, szorują miasto.
Teren upstrzony transparentami:
Czynem społecznym zamienimy kraj w raj.
Socjalizm to władza Rad + porządek
Partia grabi Polskę Ludową, kl V Technikum też.
Jedni stoją oparci o grabie i łopaty(1) , drudzy pracują(2), trzeci machają w powietrzu miotłami(3).
Zachodni dziennikarz postanowił sprawdzić jak przebiega czyn na takim zadupiu jak to. Za pomocą słownika przetłumaczył z angielskiego pytanie: Czy ty pracujesz w czynie zjazdowym? Wspomniane grupy odpowiedziały odpowiednio.
-  Uhu, No,Tak
Przetłumaczył to słownikiem i nic mu nie pasowało. Pyta więc milicjanta ochraniającego porządek publiczny:
- Jak to jest- pracujący zaprzeczają, udający twierdzą, że pracują, a jeszcze inni odpowiadają uhu. Co jest grane?
Ten wyjaśnia z wykorzystaniem dialektyki marksistowskiej.
- To specyfika miejscowa, bo po odpowiedzi takiego obywatela od razu można ocenić jego erudycję . Wszyscy oni odpowiedzieli twierdząco. Ale odpowiednio to były grupy:
1- analfabetów(uhu), 2- absolwentów podstawówki w Mokrem(no), 3- uczniów i absolwentów tego technikum(tak).
- A pan to chyba po Akademii Milicyjnej.
- Yhy.

Pochód
pierwszomajowy to wydarzenie, klasa robotnicza i chłopstwo obowiązkowo, uroczyście świętowało rewolucję społeczną. Dziękowało władzy ludowej niesionymi transparentami i niesionymi hasłami. Manifestacje odbywały się w cieniu amerykańskiej bomby neutronowej i oburzeniu na nią. To taka bomba co zabije chłopa, babę i konia, ale koromysło,cep, stodoła pozostaną nietknięte.
Na pochód w 1959 roku przygotowaliśmy pracowicie hasła:
- Laserowymi kosami ogołocimy wszystko
- Żądamy plastykowych grabii i wideł
- Zamiast chodzić do tej dziwki zrób jesienne podorywki
- Marksizm do wszystkiego, nawet do dupy
(marksizm to ówczesna teologia).
- Każda 5-cio latka przybliża nas o krok do komunizmu(Lenin). Już tylko 5 km(I klasa PTR).

- Plan pięcioletni wykonamy w całości nawet gdybyśmy go mieli robić 6 lat.
- Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie technika, a nawet inżyniera
- Socjalizm to władza rad + elektryfikacja(Lenin).
- Komunizm to władza Rad + elektryczne cepy(kl I PTR)
- Socjalistyczna praca w gówno się obraca
- Kapitalizm to wyzysk człowieka przez człowieka; socjalizm- odwrotnie
- Socjalizm to zrównanie: kapitalisty z inteligentem, inteligenta z robotnikiem, robotnika z chłopem, chłopa z ziemią
Ale wszystko na nic, bo komandor pochodu nie pozwolił na ich prezentację.
Defilada odbywała się przed trybuną honorową ustawioną na ul Kochanowskiego, gdzie pozdrawiał nas z uroczyście z ostentacyjną miną sekretarz Bocian(we Lwowie na ostentacją kryjącego swoją ignorancję mówiło się uroczysty dureń, nawet jak nosił koloratkę).
Na przedzie manifestacji jechał dziadek Gajc na skrzypiącym półkoszku zaprzężonym w kulawą szkapinę i napisem
1939
za nim z łoskotem dumną miną młodzieniec na stalowym lanzbuldogu(ursus 45) i napisem
1959
Dalej przodownicy pracy socjalistycznej przepięci szarfami i hasłami, które jeszcze dodatkowo skandowali:
- Przed wojną kapitalistyczna Polska stała na skraju przepaści.Teraz, dzięki Partii i socjalizmowi, zrobiliśmy ogromny krok do przodu.
- Tegoroczne żniwa zakończymy przed terminem.
(żeńcy-chodziło o termin koszenia)
- Chłop do cepa, baba do czerepa.
(przeciwniczki ideologii gender)
- Upiór dzienny będzie większy od nocnego.
(dzienna zmiana Usługowej Pralni Chemicznej im „Czeka" teraz "Wybawicieli z Czyśca").
- Dla partii i tow I sekretarza zrobimy wszystko.
(dziewczyny z Ogólniaka)
- Gdyby kapitaliści sprzedali nam blachę, to zasypalibyśmy ich konserwami, ale nie mamy mięsa.
(masarnia GS Głubczyce)
- Sierpem i młotem w nieuspołecznioną hołotę.
(kowale)
Naszym hasłem
- Nosimy teczki, by nie nosić woreczki
wypadliśmy dość blado
Furorę zrobili przedszkolacy niosący pojedyncze litery układające się w hasło:
                              BOMBIE NEUTRONOWEJ NASZE STANOWCZE NIE

 

Za rok matura
Klasa nasza nie była nadmiernie zdyscyplinowana do tego stopnia, że grono nauczycielskie postanowiło nas wszystkich zgodnie, a każdego z konkretnego powodu, nie dopuścić do matury.
Powołaliśmy natychmiast Klasowy Sztab Kryzysowy w składzie: Witek, Stefan i Władek. Takich dwóch jak nas trzech to nie było i nie będzie ani jednego.
Analiza sytuacji wzbudziła naszą ogólną wesołość, bo oznaczało to, że spragnione wykształconych kadr uspołecznione rolnictwo(było takie pojęcie) nie zasili cały jeden rocznik znakomicie wykształconych techników rolniczych(no bo kto zaorze te odłogi, Boże drogi). A na to nie pozwoli przecież nasza ukochana władza ludowa.
Wniosek Sztabu: 1. strachy na Lachy(czyli małżeństwo profesorów Lach'ów); 2. to wszystko pic, nie robić nic.
Ja nie miałem dostąpić zaszczytu egzaminu maturalnego, bo słabo rozpoznawałem nasiona trawy Poa pratensis.
Strategia Sztabu była zbawienna, w końcu nas dopuścili.
Ale się odkuli na maturze, bo zdało nas 17 na 22 możliwych, co daje skuteczność 22,7%(zasada analogii była pomocna).Za rok matura

Różnica

Tu pora na wychwycenie, posiłkując się powyższymi opowieściami, różnicy pomiędzy : katechetą, nauczycielem, wychowawcą i pedofilem.

Odpowiedź:

żeizdołm ibul lifodeP

Wywiadówki
Oświadczyłem rodzicom, że chcę iść na studia na Wyższej Szkole Rolniczej we Wrocławiu, po których będę inżynierem. Ojciec powiedział, że utuczą dodatkowego świniaka, sprzedadzą poza obowiązkowymi dostawami(były takie) i jakoś sfinansują. Na wakacje miałem jednak nadal paść krowy. A matka powiedziała: „Studiuj sobie, ale na wywiadówki tak daleko to ja już nie pojadę”.

Demokraci
Idziemy z Rysiem na studia rolnicze, ale tam trzeba mieć końskie zdrowie, a to może stwierdzić dr Ceglarek.
Doktor obadał nas, opukał, osłuchał i powiedział: „ Teraz jesteście demokratami, a po studiach będziecie kapitalistami. Ale pamiętajcie- nie pracujcie dla pieniędzy, niech pieniądze pracują dla was”
Studia rzeczywiście skończyłem i to za pierwszym razem, teraz jestem byłym inżynierem rolnictwa(bo wiedza się dezaktualizuje po 5-ciu latach, a więc zaliczyłem 10 pięciolatek) i dalej wiernym demokratą.
Byłem gajowym, leśniczym, gównem i niczym.
A teraz emerytem, któremu premier Buzek obiecał emeryturę pod palmami i słowa dotrzymał.
Kapitalizm? A co to jest?
Może teraz tego uczą w szkołach, albo w ramach dokształcania ustawicznego?
Bo wykształcenie i zęby można zawsze uzupełnić, ale będą to tylko protezy.Demokraci
Idziemy z Rysiem na studia rolnicze, ale tam trzeba mieć końskie zdrowie, a to może stwierdzić dr Ceglarek.
Doktor obadał nas, opukał, osłuchał i powiedział: „ Teraz jesteście demokratami, a po studiach będziecie kapitalistami. Ale pamiętajcie- nie pracujcie dla pieniędzy, niech pieniądze pracują dla was”
Studia rzeczywiście skończyłem i to za pierwszym razem, teraz jestem byłym inżynierem rolnictwa(bo wiedza się dezaktualizuje po 5-ciu latach, a więc zaliczyłem 10 pięciolatek) i dalej wiernym demokratą.
Byłem gajowym, leśniczym, gównem i niczym.
A teraz emerytem, któremu premier Buzek obiecał emeryturę pod palmami i słowa dotrzymał.
Kapitalizm? A co to jest?
Może teraz tego uczą w szkołach, albo w ramach dokształcania ustawicznego?
Bo wykształcenie i zęby można zawsze uzupełnić, ale będą to tylko protezy.

Na studia(trzecia szkoła)
Tadek, Rysiek i ja postanowiliśmy iść, wierni swym zamiłowaniom, na studia rolnicze. Podanie składało się w szkole, ona dołączała dyplom i wysyłała na uczelnię, a my spaliśmy spokojnie(jak chłop, któremu wtedy właśnie rośnie w polu).
Ze snu wyrwał nas prof. Szczerba: „Widziałem, że wasze papiery poszły, ale bez świadectw maturalnych” . Prof. Warło zastępował prof. Kubika, ale świadectw nie wypisał(a robiło się to wtedy ręcznie), a tu za dwa dni egzaminy wstępne(były takie wtedy) na Wyższą Szkołę Rolniczą(popularnie nazywaną: WYSROL) we Wrocławiu.
Wydębiliśmy jakoś te dyplomy i w te pędy oba dwa z Rysiem do Wrocławia. A tam stan wyjątkowy, epidemia ospy. Przedarliśmy się z dworca przez kordon ochronny i Rychu, jako miastowy( z Koźla, bo ja z Radyni), rozpytuje jak dostać się na ul Norwida 25. Ktoś tam mówi: „ta jedźci jajim(linią zero)du placu Grunwaldzkiegu, tam już bedzi blisku, albu sztajgujci na piszki, ali to bedzi zy siedym kilosów”.
Ja radzę żeby jechać „jajem”, a Rychu mówi:”Co, mamy wyszastać wszystkie pieniądze na tramwaje?”
Poszliśmy z tobołami pieszo, bo tramwaj kosztował 15gr, a bez zniżki nawet 20.

.......................
(cdnn)

Zamieszczone ostatnio: Na studia
Dalsze na : http://www.hwbaran.eu/viva.htm

==================
Zrobiłem kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej, roboty
Jeśli czytający uważa, że wszystko zrozumiał, to znaczy, że się źle wyraziłem.

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem